W latach 1947 lub 1948 powstała silna grupa ministrantów, którą mianował i opasał paskiem św. Tomasza z Akwinu o. Sadok. Pierwszym prezesem mianowanym po wojnie został Bolesław Płocica, drugim – Edward Huk, a następnie
Waldemar Mikołowicz. Ich zadaniem była pomoc przy organizowanie uroczystości, straży przy Grobie, pomocy w różnych pracach klasztornych, sprzątaniu kościoła, czy wreszcie organizowanie różnych spotkań kulturalnych czy
zawodów sportowych…

W pierwszych latach powojennych, przy Grobie Bożym stali SOK-iści kolejowi – później trochę harcerze. Ministranci zawsze pełnili straż na klęczkach. Bardzo krótki okres ministranci stali w strojach harcerskich. Straż w zbrojach pełniło wtedy około 20 ministrantów, a zmiany trwały 30 minut. Warta była pełniona przez całą noc, a następnie cały dzień.

Były to czasy prześladowań komunistycznych. Ówczesne władze zlikwidowały organizację harcerską i przemieniła ją na komunistyczną oraz zabroniła pełnić straż przy Bożym Grobie. Wtedy pojawił się pomysł, aby wykonać historyczne zbroje rzymskie i tak zrobić władzy na złość. Był to rok 1953.
Po zgromadzeniu odpowiednich materiałów przystąpiono do pracy. Ze znalezionej blachy ocynkowanej wycięto łuski na zbroję, a z niemieckich hełmów – hełmy rzymskie. Tarcze wykonano z płyty pilśniowej, obitej blachą. Wzór na lwy na tarczach wzięły się z jakiejś bramy wejściowej. Groty włóczni zrobiono z mosiężnych łusek pocisków armatnich.
Z powodu braku odpowiednich narzędzi, p. Władysław Dziedzic z pomocą swego brata i ojca wszystko wykonał
młotkiem i przecinakiem na kowadle.

 

Czas próby
Ciekawa była reakcja ludzi, którzy wcześniej nie wierzyli w powodzenie tej akcji. Tak wspominał to śp. Władysław
Dziedzic:

„To był szok. Gdy nas zobaczyli wychodzący bramą ludzie, to czym prędzej zawracali i lecieli biegiem, żeby zobaczyć,
Wszystkim to się spodobało. Nawet o. Rajmund, który mówił: „Eeee… Wy tego nie zrobicie. Po co to wam”. Jak
zrobiliśmy, to pamiętam jak dziś, szedł akurat koło bramy, to potrafił się wrócić szybkim krokiem, zobaczyć, jak to będzie wyglądać. Był to bardzo uroczysty moment i tego nam już nikt nie zabraniał, nawet przywódcy partyjni, gdyż nie mieli się już czego czepiać”.

W końcu lat 90 otrzymałem w darze blachę mosiężną, z której wykonałem z pomocą ministrantów dwie nowe zbroje na
wzór starych. Nie musiałem jej wycinać przecinakiem, jak śp. Władysław, ale na elektrycznej gilotynie. Uszyto też nowe
spódnice, naramienniki i tarcze. Stare zbroje po wielu latach służby poszły do”kąta”?
Kilkanaście lat temu były ministrant pan Józef Wróbel podsunął pomysł i fundował nowe, historyczne zbroje. Wykonano je w profesjonalnej pracowni Teatru Wielkiego w Warszawie.
Ta wspaniała, wieloletnia tradycja przetrwała do dziś i mam nadzieję, że przetrwa jeszcze wiele lat, a piękne zbroje długo posłużą naszym wspaniałym ministrantom, którzy też żyją w swego rodzaju trudnych „wirtualnych” czasach, czasach komórki i komputera, które tak łatwo odrywają nas od wielu zajęć i obowiązków.
Na koniec dołączę się do życzeń śp. Władysława:

„Życzę ministrantom takiej wytrwałości, jaką myśmy mieli. Także szacunku w Kościele, aby nie byli rozbiegani, ale skupieni i by wszystko traktowali poważnie, bo to, co za młodu się nauczy, to zostanie do końca życia”.

Na podstawie wywiadu z 1998 r. z p. Władysławem Dziedzicem oraz wspomnień byłych ministrantów z tamtych lat opracował br. Krzysztof Szybiak OP